ZAKŁAD UBEZPIECZEŃ SPRAWDZAJĄCYCH

MIESIĘCZNIK „NOWE PAŃSTWO” – LUTY 2019

Przez ostatnie lata wydaje się, że główne działania ZUS sprowadzają się do kontrolowania prawidłowości zasad wypłacania zasiłków chorobowych i macierzyńskich. Szacuje się, że co roku Zakład przeprowadza kontrolę u ponad 500 tys. osób na zwolnieniach lekarskich. W większości przypadków są to kobiety w ciąży lub przebywające na zasiłku macierzyńskim.

Do tej pory ZUS najczęściej kwestionował zasiłek macierzyński kobiet prowadzących własną działalność gospodarczą. Prawo pozwalało im bowiem na podniesienie składki chorobowej, co oznaczało wyższy zasiłek chorobowy, a później macierzyński. Bywało, że tuż po założeniu działalności i opłaceniu jednej najwyższej składki w wysokości około 3,5 tys. zł przysługiwał zasiłek macierzyński w wysokości około 6 tys. zł miesięcznie.

W przypadku krótkiego prowadzenia działalności, a wysokiego zasiłku macierzyńskiego, ZUS najchętniej swoje podejrzenia opierał na fikcyjności prowadzenia działalności. Wówczas wdrażano procedurę: prowadzącą działalność kobietę poddawano kontroli, która polegała m.in. na wyjaśnieniu, czy firma działała naprawdę, a więc czy przynosiła dochody, czy miała klientów, czy istnieli w niej pracownicy, czy firma reklamowała swoje usługi itd. Często kobiety zgłaszające się do zasiłku otrzymywały w piśmie szereg pytań, na które udzielały odpowiedzi. Gdy ZUS był usatysfakcjonowany, po pisemnej korespondencji świadczenie zostało wypłacone. Wtedy jedynym minusem było opóźnienie w wypłacie świadczenia. Bywało jednak i tak, że ZUS kwestionował prawo do pobierania zasiłku. Przeważnie tłumaczono to fikcyjnością działalności w celu zdobycia korzyści z wypłacania świadczeń, czyli – mówiąc prościej – próbą wyłudzenia zasiłku. Sprawy często kończyły się w sądzie na korzyść kobiet, bowiem – po pierwsze – nie ma w prawie zakazu prowadzeniu działalności przez kobiety w ciąży, po drugie – wysokość opłacanych składek chorobowych jest dobrowolna.

Przepisy jednak zmieniły się i obecnie wygląda to inaczej. Wysokość zasiłku macierzyńskiego po zmianie przepisów wynika nie tylko z wysokości opłacanych składek, lecz także czasu ich opłacania. Chcąc uzyskać uprawnienia do maksymalnie wysokiego zasiłku, należy zapłacić przynajmniej dwanaście wysokich składek. Kontrole ZUS przeniosły się więc na osoby zatrudnione na etacie.

Składki, często wysokie, odprowadzane podczas trwania umowy, nie budzą zastrzeżeń ZUS-u. Kiedy jednak ubezpieczeni zgłaszają się po wypłatę zasiłku chorobowego lub macierzyńskiego, mogą zacząć się kłopoty. ZUS może bowiem stwierdzić, że ustalenie tak korzystnych warunków wynagrodzenia miało na celu wyłącznie uzyskanie wysokich świadczeń z tytułu niezdolności do pracy. Na podstawie obowiązujących przepisów wydawał więc decyzję, przyznając prawo do zasiłku od niższej kwoty. Przy czym, jak podkreślał sąd, sposoby jej ustalania były bardzo różne. Za wytyczne można było na przykład przyjąć minimalne wynagrodzenia do analogicznego dla pracownika na podobnym stanowisku lub ustalić je na podstawie wykształcenia i doświadczenia. Pokrzywdzeni odwoływali się do sądów, ale te w podobnych sprawach wydawały różne wyroki.

Po stronie ZUS-u stanął Trybunał Konstytucyjny, który orzekł w wyroku z 29 listopada 2017 roku, że ZUS ma prawo kwestionować wysokość składek na ubezpieczenie społeczne, jeżeli uzna, że firmy świadomie zawyżają zarobki pracowników w celu wyłudzenia przez nich zasiłku chorobowego. „ZUS ma obowiązek stać na straży praworządności oraz podejmować z urzędu lub na wniosek stron wszelkie czynności niezbędne do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego” – podkreślił w uzasadnieniu wyroku jeden z sędziów TK.
Trudno się nie zgodzić, ZUS jako instytucja państwowa powinna stać na straży praworządności, zwłaszcza że na zasiłki jako podatnicy składamy się wszyscy. Niepokój budzi jednak to, jak głęboko Zakład może ingerować w ustalenia, które powinny obejmować jedynie pracodawcę i pracownika. Natomiast w obecnym przypadku dochodzi do tego, że to obywatel musi się w sądzie bronić przed ZUS, tymczasem to Zakład powinien udowadniać na drodze sądowej złamanie prawa przy zawieraniu umowy o pracę. Może to prowadzić również do tego, że pracodawcy będą bali się zatrudniać kobiety, a tym bardziej oferować im wysokie wynagrodzenie. Co więcej, przedsiębiorcy znów stają do nierównej walki z urzędnikami, których uprawnienia są wyższe, a być może i za wysokie.