PODATEK VAT W ROLI CELEBRYTY

GAZETA POLSKA TYGODNIK – 13.02.2019

Plaga oszustw VAT-owskich, na czele ze słynnymi karuzelami VAT-owskimi, spowodowała, że ten podatek w ostatnich latach zrobił oszałamiającą karierę medialną. Ukoronowaniem tej kariery jest działanie sejmowej komisji śledczej ds. wyłudzeń VAT, która dostarcza nam regularnie nowych ciekawostek dotyczących tego, jak nasze państwo (teoretyczne?) radziło sobie z falą patologii w zakresie funkcjonowania tej najważniejszej dla dochodów budżetowych daniny. Niestety, wydaje się, że dotychczasowe prace komisji idą w złym kierunku, tzn. oddalają nas od poznania prawdy co do rzeczywistej przyczyny braku skuteczności w zwalczaniu oszustw VAT. Króluje narracja, zgodnie z którą organy państwa pod naciskiem grupy lobbystów doprowadziły do rozszczelnienia systemu VAT, co umożliwiło mafii wyłudzenia. To koncepcja atrakcyjna politycznie i medialnie, jednakże dla każdego, kto zna się nieco na omawianym problemie, ewidentnie wadliwa.

Oszustwa VAT typu karuzela czy inne podobne rozwiązania opierają się na wykorzystaniu podstawowych elementów związanych z funkcjonowaniem tego podatku oraz swobody przepływu towarów. Ponieważ obrót towarowy między państwami członkowskimi co do zasady nie podlega kontroli celnej, rozliczenia VAT dotyczące przepływu towarów z jednego państwa UE do drugiego mają za podstawę deklaracje tego obrotu składane przez samych podatników. W tej sytuacji istnieje pokusa, aby w roli podmiotu sprowadzającego towar z innego państwa wstawić „słupa”, który odsprzedałby towar, wystawił fakturę nabywcy i nigdy nie rozliczył się z fiskusem. Natomiast nabywca towaru, dysponując fakturą, dokonałby odliczenia podatku (który nigdy nie został faktycznie wpłacony fiskusowi). Nie jest więc tak, że dopiero dzięki „zepsutej” przez lobbystów ustawie o VAT oszustwa stały się możliwe na taką skalę.

Przede wszystkim problem stanowiła bardzo słaba detekcja oszustw. Przed erą jednolitego pliku kontrolnego czy STIR (systemu analizującego przelewy bankowe pod kątem wykrywania nieprawidłowości w zakresie VAT) praktycznie nie było możliwości zdemaskowania profesjonalnego oszusta w czasie na tyle krótkim, żeby nie zdążył on wytransferować w bezpieczne miejsce wyłudzonych środków. Zasadniczo papierowa wymiana informacji między urzędami skarbowymi właściwymi dla podatników zaangażowanych w transakcje wykorzystywane do wyłudzeń VAT trwała na tyle długo, że organy skarbowe były w stanie złapać co najwyżej „słupy” (którymi były osoby bez majątku, utracjusze, alkoholicy etc.) lub też prawdziwych przedsiębiorców, którzy wciągani byli przez oszustów do transakcji w celu utrudnienia wykrycia oszukańczego procederu. I właśnie zaniechanie związane z brakiem skutecznych narzędzi umożliwiających szybkie wykrycie oszustów było największym grzechem związanym z VAT poprzednich rządów. Same przepisy, bez sprawnie działających organów skarbowych skutecznie wykrywających oszustwa, to za mało. Trzeba bowiem pamiętać, że mafiosi z definicji przepisów nie przestrzegają. Dużo ważniejszy jest więc element kontrolny.

Drugim kluczowym grzechem poprzednich rządów był brak wprowadzenia systemowych rozwiązań utrudniających wyłudzanie VAT, takich jak obecnie funkcjonujący mechanizm podzielonej płatności. Powszechne w tamtym czasie stosowanie odwrotnego obciążenia miało jedynie efekt doraźny, lecz nie było skutecznym rozwiązaniem o charakterze systemowym (dla przykładu: po wprowadzeniu odwrotnego obciążenia na wyroby stalowe oszuści przerzucali się na olej rzepakowy, następnie na nikiel, później na telefony komórkowe itd.).

Warto też pamiętać, że niektóre zmiany do przepisów o VAT, o których z dzisiejszej perspektywy wiemy, że były na rękę oszustom, mogły być wprowadzane w dobrej wierze. Choćby wprowadzone rozliczenia kwartalne były bardzo dużym udogodnieniem dla wielu podatników VAT. Okazało się jednak, że oszustom pozwalały one znacznie wydłużyć okres funkcjonowania w sferze nienamierzonej przez skarbówkę. Jednak czynienie obecnie zarzutów z tego powodu wydaje się nieuzasadnione.