OKÓLNIK I THE ROLLING STONES

GAZETA POLSKA TYGODNIK – 23.01.2019

Artykuł 2 Konstytucji RP ustanowionej w 1997 roku stanowi: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. Z tego można wysnuć wniosek, że nie prawo, lecz jakieś zasady są podstawą ustroju naszego państwa. Jakie to zasady? Niestety, tego ustawa zasadnicza nie precyzuje. Co może się kryć pod pojęciem „zasady sprawiedliwości społecznej”, nie wiadomo.

Sięgnę jeszcze do historycznego tekstu Konstytucji PRL, w której w art. 4 zapisano: „Prawa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej są wyrazem interesów i woli ludu pracującego”. Jak widać, różnica między tym, co zapisano w dokumencie z 1952 roku, i tym, co zaproponował prezydent Kwaśniewski, jest niewielka. Tam i tu prawo ma być przestrzegane. Tam i tu prawo ma odzwierciedlać wolę ludu wyrażoną przez swoich przedstawicieli. Dodatkowo Konstytucja PRL była poprawiana własnoręcznie i zatwierdzona przez samego Stalina, co pokazywało, jak niewielkie prerogatywy ma ustawodawca w tym przypadku. Tyle teorii, natomiast praktyka pokazuje coś zupełnie innego – fundamentem ówczesnego prawa, jak i obecnie, był i jest okólnik, czyli jego interpretacja narzucona przez organy państwa, rozesłana na poziomy lokalne korespondencją wewnętrzną, czyli tzw. pismami okólnymi.

Dlaczego o tym piszę? Bo przypomniało mi się, jak w marcu 1990 roku w schronisku na szczycie Śnieżki spotkali się Vaclav Havel – prezydent Czech i Lech Wałęsa – wtedy jeszcze tylko przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, gdzie podczas obiadu podjęli decyzję, która stała się prawem i była realizowana na podstawie okólnika. W tamtym czasie niemal wszyscy Polacy mieli paszporty zdeponowane w biurach paszportowych i były one wydawane na żądanie obywatela przed każdym wyjazdem, z obowiązkiem zwrócenia do depozytu niezwłocznie po powrocie z zagranicy. Zdecydowana większość obywateli nigdy nie wyjeżdżała za granicę, więc nie posiadała paszportu w ogóle.

Zimą na przełomie lat 1989 i 1990 Vaclav Havel spotkał się z Mickiem Jaggerem. Obaj panowie tak przypadli sobie do gustu, że najbliższego lata zaplanowano jeden koncert The Rolling Stones w Pradze. Koncert miał się odbyć na największym stadionie piłkarskim świata, w dzielnicy Strahov, 18 sierpnia 1990 roku. Bardzo wielu polskich fanów muzyki, w tym ja, chciało tam pojechać, ale na przeszkodzie stał brak paszportu.

Lech Wałęsa po powrocie ze spotkania z Havlem na Śnieżce ogłosił, że latem będzie można przekroczyć południową granicę Polski na podstawie dowodu osobistego, ale pod warunkiem okazania straży granicznej biletu na koncert The Rolling Stones w Pradze. W ten sposób jadąc autostopem i przekraczając granicę w Kudowie-Zdroju już w 1990 roku, mając w kieszeni dowód osobisty i bilet, znalazłem się po raz pierwszy legalnie za granicą bez paszportu. 1 maja 2004 roku weszliśmy do Unii Europejskiej. Dwa tygodnie później pojechałem samochodem do Niemiec i przekroczyłem granicę, mając tylko dowód osobisty. Ustalono, że po wejściu do UE możemy jechać na Zachód, mimo iż do układu z Schengen, pozwalającego na ruch bezwizowy, weszliśmy ponad trzy lata później.

Te przykłady pokazują, jak interpretacje prawa, wydawane w sposób niesformalizowany i nieopisany w konstytucji, mogą nam, obywatelom, pomóc. Niestety, praktyka pokazuje, że takie interpretacje mogą też działać przeciw nam, przy niezmienionym prawie. Uczciwy obywatel dziś, jutro może się stać przestępcą.

Oczywiście, gdy nie zgadzamy się z decyzjami wynikającymi z okólnika, można dochodzić swoich praw w sądach powszechnych, ale teraz jest to zajęcie tylko dla odważnych i wytrwałych. Żaden normalny człowiek, który pracuje w pocie czoła na codzienny chleb, nie będzie się pakował w kilkuletnią procedurę, której wynik jest mocno niepewny.

Dopóki sądy nie będą szybkie i sprawiedliwe, dopóty my, obywatele, mamy się czego obawiać.