NIE CHCEMY TANIEGO PAŃSTWA

MIESIĘCZNIK „NOWE PAŃSTWO” – STYCZEŃ 2019

Sprawnie działające państwo powinno wyglądać jak dobrze prosperująca firma. A w każdej takiej firmie osoby odpowiedzialne za jej sukces są odpowiednio wynagradzane.

Podczas wyborów politycznych decydujemy tak naprawdę o losie naszych wspólnych interesów. Jako wyborcy stajemy w roli pracodawców – wybrane przez nas osoby mają jak najlepiej dbać o nas i nasz narodowy majatek. Powierzenie tak ważnej i odpowiedzialnej funkcji powinno wiązać się z odpowiednim wynagrodzeniem. Żeby państwo mogło się rozwijać, musi spełniać kryterium najwyższej jakości. A tę trzeba osiągnąć przez dobry wkład, czyli właściwie przygotowane osoby na odpowiednich stanowiskach. Specjalista w danej dziedzinie znający swoją wartość zażąda odpowiedniej opłaty. To powszechne i pozytywne zjawisko.

Premier i prezydent – to najważniejsze osoby w państwie, ich zarobki oscylują dzisiaj w granicach poniżej 20 tys. złotych. Dla przykładu pracownik branży budowlanej zarabia obecnie około 5 tys. złotych, czyli tylko czterokrotnie mniej. Absolutnie nie można ujmować wagi czyjejś pracy, ale ignorancją byłoby nie zauważyć, że prezydent i premier państwa to osoby odpowiedzialne za prawie całe otoczenie, w którym żyjemy. Kwota 20 tys. złotych jest dla wielu osób bardzo wysoka i często nieosiągalna. Ale spójrzmy na odpowiedzialność, jaka spoczywa na najważniejszych osobach w państwie. To ich działania wpływają pośrednio również na nasze miejsca pracy, zarobki i emerytury. A także szereg innych, kluczowych dla każdego obywatela decyzji. Czy w tym wypadku taka kwota nie wydaje się niewystarczająca?

Kolejnym paradoksem jest to, że minister odpowiedzialny i nadzorujący spółki Skarbu Państwa zarabia nawet dziesięciokrotnie mniej niż prezesi tych spółek. A przecież to prezesi spółek są mu podlegli! W każdej dobrze prosperującej firmie to szef zarabia więcej od podległych mu pracowników. Jest to więc kolejny przykład na to, że państwo nie funkcjonuje tu jak sprawne, dobrze zarządzane przedsiębiorstwo.

Receptą na taki stan rzeczy powinno być postawienie na jakość, a nie na ilość. Według GUS z roku na rok zwiększa się liczba urzędników. Niestety absolutnie nie idzie to w parze z jakością. Jaki jest więc sens mnożenia etatów, zamiast zatrudnienia mniej, ale jakościowo lepszych specjalistów, którym można by godziwiej zapłacić? Rozdrabnianie płac, aby zwiększyć ilość, nigdy nie będzie szło w parze z jakością.

Aby wprowadzać zmiany, należy jednak zacząć od uświadamiania społeczeństwa. Trzeba zrozumieć, że dobrze działające, sprawne państwo ma posiadać ludzi potrafiących dobrze zarządzać. A ci muszą być odpowiednio wynagradzani. Porównując zarobki przedstawicieli rządu RP i na przykład Niemiec, do portfela naszych polityków trafia około trzech razy mniej pieniędzy. Podobną sytuację zauważymy, porównując nasze i naszych sąsiadów wynagrodzenia – my zarabiamy po prostu mniej. Z kolei pensje premiera Rumunii i Bułgarii są około 2,5 razy niższe niż naszych polityków. Wynagrodzenia obywateli przywołanych państw również nie wyglądają zachęcająco. Czy chcemy takiego „taniego państwa”? Rynek pracownika, z którym mamy obecnie do czynienia, sprawia, że małymi krokami doganiamy zachodnich sąsiadów. Musimy jednak pamiętać o tym, że powolne bogacenie się będzie odczuwalne na każdej płaszczyźnie. Jest to niezbędny element do budowania bogatego państwa.

Oczywiście wielu ludzi powie: przecież do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Ale w takim wypadku moglibyśmy w ogóle nie płacić politykom, a do polityki przyjmować tylko osoby bardzo zamożne. System taki mógłby zadziałać, ale tylko wtedy, gdybyśmy byli bardzo bogatym państwem, które dysponowałoby odpowiednią ilością takich osób. Póki tak nie jest – po prostu nie stać nas na bycie tanim państwem.