PRAWO PODATKOWE ZMIENIA SIĘ NA LEPSZE

GAZETA POLSKA TYGODNIK – 03.10.2018

Prawo podatkowe to przedmiot nieustannych sporów i przeciągania liny między władzą a tymi, którzy podatki płacić muszą. Obywatele i przedsiębiorstwa, odkąd świat światem, narzekają na system podatkowy. Że skomplikowany, że niejasny, że przepisy sprzeczne i w sumie to nie wiadomo, jak je rozumieć. Co więcej, wiele w tych narzekaniach racji. Rzeczywiście, podatki w Polsce do najprostszych nie należą, zresztą to chyba nie tylko nasz problem.

Wystarczy wziąć pierwszą z brzegu ustawę podatkową i zobaczyć, ile ma stron. To dokumenty obszerne, jak niejedno zacne dzieło światowej literatury. Tyle że z pięknem słowa pisanego ustawy podatkowe nie mają za wiele wspólnego. Nie taka zresztą ich rola. Faktem jest jednak, że jeśli już prawo nie ma nas zachwycać pięknem języka, to przynajmniej niech będzie sensowne i zrozumiałe. Kluczowe jest, aby podatkowe regulacje nie utrudniały zbytnio życia ludziom. Z tą prostotą pewnie nigdy nie będzie tak, jak oczekuje tego opinia publiczna. W paru innych kwestiach można jednak spodziewać się wyraźnych zmian na lepsze. Taką zmianą jest częstsze stosowanie w rozliczeniach podatkowych metody kasowej. Jej istota sprowadza się do tego, że podatek płaci się wtedy, kiedy dostanie się środki, jakie wynikają z zawartej transakcji, która opodatkowaniu podlega, lub ze skutku, jaki z jej zawarcia wynika. Jeśli zatem sprzedałem komuś swój produkt i na papierze osiągnąłem w związku z tym dochód, to będę się musiał z niego rozliczyć wtedy, kiedy dostanę zapłatę – nie zaś wtedy, kiedy mój kontrahent otrzyma ode mnie fakturę. Może się bowiem zdarzyć tak (i w praktyce często się zdarza), że od jej wystawienia do otrzymania zapłaty mijają długie miesiące. Pytanie zatem: z czego mam ten podatek zapłacić? Sam nie otrzymałem płatności, ale danina fiskusowi już się należy. W polskim prawie podatkowym zaczynają powoli następować w tej kwestii zmiany. Metoda memoriałowa zostaje złagodzona, póki co w formie tzw. ulgi na złe długi, znanej dobrze z podatku od towarów i usług. Takie rozwiązania przewiduje np. propozycja ustawy mającej przeciwdziałać zatorom płatniczym, zgłoszona przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. Przedsiębiorca będzie mógł pomniejszyć podstawę opodatkowania, jeśli nie otrzyma zapłaty od kontrahenta o tę kwotę, jaką powinien otrzymać. Nabywca zaś będzie zobowiązany podstawę opodatkowania o tę właśnie sumę powiększyć. Procedura zadziała po upływie 120 dni od terminu zapłaty. Jak dotąd bowiem, sprzedawca jest podwójnie krzywdzony. Raz przez nabywcę, który mu nie zapłacił, chociaż powinien, i po raz drugi przez skarbówkę, która od nieotrzymanej płatności pobrała podatek. Atakowany z obu stron, często nie daje rady i zwija działalność. To zwyczajnie nie tak powinno wyglądać. Państwo stawać ma po stronie wierzyciela, nie zaś jeszcze wyciągać do niego rękę po pieniądze. Dotychczas był z tym poważny problem. Fakt, że następują w tej materii zmiany, to krok w dobrą stronę. Pochwalić należy, że także do podatków dochodowych wprowadza się rozwiązania prawne, które od lat obowiązują, jeśli chodzi o VAT. Daniny powinny być naliczane od zdarzeń, które faktycznie miały miejsce. Jeśli fiskus mówi, że z danej transakcji osiągnąłem dochód (chociaż go nie osiągnąłem), to mogę wykazać, jak jest naprawdę. Faktura, owszem, poszła do klienta. Ten jednak niewiele sobie z tego robi i pieniędzy jak nie było, tak nie ma. Nie będzie zatem także konieczności zwiększania podstawy opodatkowania. To zupełnie logiczne i zgodne ze zdroworozsądkowym podejściem do zjawisk gospodarczych. Dobrze, aby polski system podatkowy szedł właśnie w tym kierunku. Rozliczajmy się z fiskusem, ale z tego, z czego faktycznie powinniśmy się rozliczać. To buduje zdrowsze relacje na linii obywatel – państwo, a tych, jeśli chodzi o podatki, bardzo potrzebujemy.