CZY WYCIĄGNĘLIŚMY WNIOSKI Z KRYZYSU?

MIESIĘCZNIK „NOWE PAŃSTWO” – PAŹDZIERNIK 2018

Minęło już 10 lat od niesławnego upadku banku Lehman Brothers. To właśnie wydarzenie uznaje się dziś za symboliczny początek światowego kryzysu finansowego. Wielki bank inwestycyjny z tradycjami upadł praktycznie z dnia na dzień, nie pomogły nawet najlepsze ratingi i wieloletnia historia tej instytucji. Świat finansów wstrzymał oddech. Co było potem, wiemy wszyscy aż za dobrze – kryzys! To słowo, którego przedstawiciele świata finansów i realnej gospodarki używali chyba najczęściej w ciągu ostatnich 10 lat. Obecnie nie brak głosów wieszczących kolejne załamanie. 

Jedni widzą je tuż za rogiem, inni oczekują go w perspektywie kilku lat. Niemal wszyscy są pewni, że nadejdzie. Bo nadejść musi, gospodarka funkcjonuje w cyklach – raz jest lepiej, a innym razem gorzej. Podobnie z giełdą. Okresy hossy przeplatają się z bolesną dla inwestorów bessą. I tak w kółko. Problem tkwi gdzie indziej. Fenomen ostatniego krachu polegał na jego skali. Gdyby nie wielomiliardowe interwencje amerykańskiego rządu, niczym muchy popadałyby wielkie instytucje finansowe. Uzmysłowiliśmy sobie także, jak wielki wpływ mają wydarzenia na giełdzie na realną gospodarkę. Makroekonomiczne wskaźniki w wielu państwach stały się zmorą polityków, były bowiem fatalne. Przekonali się o tym obywatele USA i zachodniej Europy. A w istocie – cały świat. Do dziś trwają spory o to, co było przyczyną tych wydarzeń. Czy była to błędna polityka pieniężna FED-u, a może zawiniły interwencjonizm państwowy i narracja o mieszkaniu dla każdego, której hołdowali politycy w Stanach? Czy faktycznie kluczowy był czynnik ludzki, niepojęta chciwość, gra cudzymi pieniędzmi i brak jakiejkolwiek empatii? A może jakaś kombinacja tych czynników? Spór pewnie nigdy nie zostanie rozstrzygnięty. Osobiście najbliżej mi do postawienia na przyczynę związaną z niskim poziomem etyki. Ten kryzys miał swoje źródło w zaniku fundamentów moralnych na rynku finansowym. Pieniądze stały się jedynym celem dla wielkich instytucji finansowych, aby osiągać niebotyczne zyski, stosowały one narzędzia niezwykle wysublimowanej inżynierii finansowej, zaprzęgając do boju skomplikowane modele statystyczne. Brak podstaw etycznych plus zagmatwane modele wywróciły światową gospodarkę do góry nogami. Czy wyciągnęliśmy z tego wnioski? Chciałbym wierzyć, że wielka finansjera stawia teraz na wartości moralne i na nich się opiera. Ale jakoś nie mogę. Wątpię także, czy system finansowy jest prostszy niż przed kryzysem. Mój niepokój budzi również pogląd, że niebawem na światowych giełdach ludzi zastąpią algorytmy zdolne do analizowania potężnych zbiorów danych. Rynek finansowy ma swój określony cel, jest nim pośredniczenie między dostawcami a biorcami kapitału, tak aby rozwijała się cała gospodarka. Tymczasem zamienia się on w pole bitwy, na którym decyzje podejmuje maszyna, a nie człowiek. Należy się tego obawiać. Na światowych giełdach obraca się gigantycznymi sumami, sama liczba zawartych w nich zer mogłaby zawrócić w głowie. To nie obszar do eksperymentów z technologią, ta zresztą, wbrew przekonaniu fascynatów, jest bardzo zawodna i daleko jej do możliwości, jakimi dysponuje umysł ludzi. Tak, mamy jako ludzie ograniczenia, nie możemy przerabiać co sekundę miliardów informacji. Ale to w świecie finansów wcale nie musi być tak bardzo potrzebne. Chyba że chcemy, aby były one już całkowicie zdominowane przez drapieżną spekulację, w której realna gospodarka nie ma żadnego znaczenia. Szkoda tylko, że w ostateczności to zwykli ludzie będą musieli zapłacić za błędy spekulantów. Trudno zatem przewidzieć, kiedy nastąpi następny kryzys, w świetle powyższego zasadnym jednak pozostaje pytanie: czy wyciągnęliśmy wnioski z ostatniego?