TRÓJMORZE – SZANSA DLA REGIONU

MIESIĘCZNIK „NOWE PAŃSTWO” – CZERWIEC 2018

Trójmorze to inicjatywa niezwykle cenna zarówno z perspektywy geopolitycznej jak i gospodarczej. Państwo tworzące ten projekt, z wyjątkiem Austrii, w dalszym ciągu pozostają daleko w tyle za rozwiniętymi i bogatymi krajami Europy Zachodniej. Jeśli spojrzymy na takie parametry jak PKB per capita według parytetu siły nabywczej czy średnie wynagrodzenie w państwach Starej Unii i porównany je z tymi w Polsce lepiej zrozumiemy o czym mowa. Polska, jeśli chodzi o ten pierwszy wskaźnik osiąga 68 proc. średniej unijnej, tymczasem np. w Niemczech jest to 123 proc. zaś w Danii 124 proc, Średnia stawka za godzinę pracy w Polsce to niecałe 6,5 euro. Średnia dla Wspólnoty to 23 euro. Różnicę widać zatem gołym okiem. Chociaż Europa Środkowo – Wschodnia w ostatnim czasie szybko się rozwija to jeśli chodzi o poziom życia Zachód jest daleko przed nami. Nie ma co także liczyć na deszcz pieniędzy z unijnej kasy. Te czasy są już wyraźnie za nami. Zachodnie stolice zresztą coraz bardziej traktują dotacje jako narzędzie wywierania wpływu na biedniejszych partnerów. Próbują zatem uzależniać ich wypłatę od niejasnych kryteriów związanych z praworządnością. W praktyce zaś może chodzić o to, że biedniejsi nie dostaną pieniędzy jeśli nie zrobią tego czego oczekują bogatsi. Szczególnie przychodzi tu na myśl polityka imigracyjna i zgoda na tzw. mechanizm relokacji. Płacimy więc wymagamy, róbcie co każemy albo zakręcimy kurek z unijnym groszem – taki przekaz można wyczytać z negocjacji nad wspólnotowym budżetem. Trudno na takie warunki przystać. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że i tak znaczna część środków jakie trafiają ze wspólnej kiesy m.in. do Polski wędruje z powrotem na Zachód. Należy mieć także na uwadze nieustające pogróżki dotyczące powstania Unii dwóch prędkości. Od czasu do czasu jakiś zachodni polityk peroruje, że z byłymi demoludami nie da się stworzyć Unii marzeń. Chodzi tutaj o coś na kształt państwa federalnego ze wspólnymi podatkami i walutą, jednym budżetem i centrum decyzyjnym. Polska i kraje naszego regionu nie są tym pomysłem zainteresowane wywołując tym irytację niektórych unijnych notabli. Oczekuje się od nas totalnego podporządkowania. Bierzemy pieniądze więc mamy wykonywać polecenia. Widać jednak, że w modelu Europy jaki jest dla nas projektowany w dalszym ciągu odgrywać mamy rolę peryferii. Chodzi o to aby Polska pozostała swego rodzaju zapleczem montażowym dla takich państw jak Niemcy. Wartość dodana ma być tworzona gdzie indziej, u nas ma być tylko skręcanie śrubek i praca przy fabrycznych taśmach. Dlatego tak dużą wartość ma projekt Trójmorza, tworzą go państwa, które przez dziesięciolecia dzieliły ten sam los. Zamknięte za żelazną kurtyną tkwiły w gospodarczym marazmie. Teraz proponuje się nam ustawienie w kolejce po unijną dotacje. Nasze firmy przegrywają konkurencję z zachodnimi molochami słuchając przy tym argumentacji o uczciwej konkurencji. Tymczasem kiedy my jesteśmy w czymś bardziej konkurencyjni przyjmuje się prawo pozbawiające nas tej przewagi (vide kwestia pracowników delegowanych). Musimy zatem wykorzystać szansę jaką daje Trójmorze, trzeba jak najszybciej powołać instytucje, które odpowiednio zaadresują oraz sfinansują wspólne przedsięwzięcia infrastrukturalne i energetyczne. Możemy pokazać reszcie Europy, że kraje naszego regionu potrafią efektywnie współpracować i nie będą ulegać dotacyjnemu szantażowi. Zatem od słów do czynów!