KONIECZNA MĄDRA POLITYKA PRZETARGOWA

GAZETA POLSKA TYGODNIK – 16.05.2018

Już w najbliższy czwartek (17 maja) w Katowicach odbędzie się konferencja pt. „Firmy z kapitałem polskim na rynku budowlanym”. Jednym z elementów omawianych w jej ramach będą przetargi publiczne. Polityka inwestycyjna państwa jest bowiem realizowana w dużej mierze poprzez inwestycje budowlane. Podmioty publiczne, państwowe lub samorządowe, jako zamawiający wydają i będą wydawać wiele miliardów złotych na drogi, mosty czy baseny. Ważne aby takie przetargi były organizowane mądrze. Czyli po pierwsze aby korzystały na nich polskie firmy z kapitałem polskim. Po drugie aby już nigdy nie powtórzyła się dramatyczna sytuacja z 2012 roku kiedy to rodzime przedsiębiorstwa budowlane padały jedno po drugim. W tym celu konieczne jest coś co można nazwać polityką przetargową – czyli takim wydatkowaniem publicznego gorsza aby skorzystało na tym zarówno państwo jak i prywatne polskie firmy. Obecnie obserwujemy raczej brak takiej polityki, szczególnie jeśli chodzi o przetargi budowlane. W konsekwencji coraz głośniej słychać o bardzo trudnej sytuacji samorządów, które nie mogą znaleźć chętnych na realizację swoich projektów. Kolejne przetargi muszą być unieważniane bo albo nikt się do nich nie zgłosił alby oferent zaproponował cenę kilkukrotnie wyższą od oczekiwań zamawiającego. Stawia to pod bardzo poważnym znakiem zapytania wiele inwestycji komunalnych. Po prostu nie ma kto ich realizować. To zaś oznacza, ze start w nich z jakiegoś powodu nie kalkuluje się firmom budowlanym. Główne dlatego, że ceny w kosztorysach są zdecydowanie zaniżone, można je odnieść do sytuacji sprzed kilku lat ale z dzisiejszą nie mają już one za wiele wspólnego. Mamy bowiem do czynienia z zupełnie innym rynkiem pracy zwanym też rynkiem pracownika, o którego coraz trudniej, a ci którzy chcą pracować domagają się znacznie wyższych wynagrodzeń. Po drugie rosną ceny materiałów budowlanych. Budowlanka dynamicznie się rozwija co napędza popyt na te materiały i w konsekwencji winduje ich ceny. Do tego dochodzi rosnąca liczba zamówień ze strony podmiotów publicznych. To zaś ma związek z wydatkowaniem środków unijnych. I koło się zamyka. Plusem takiej sytuacji jest fakt, że firmy budowalne nie podejmują się startu w przetargach z nierealistycznymi warunkami. Wiedzą czym to grozi, doświadczenie pokazuje, że lepiej zawczasu odmówić niż splajtować. Polscy budowlańcy rozumieją, że przy takich cenach lepiej powiedzieć pas niż podejmować się nierealnego zadania. Na szczęście też wielu z nich nie narzeka na brak innych zamówień. Ogólnie jednak sytuacja nie jest dobra, firmy budowalne są bowiem silne uzależnione od harmonogramu wydatkowania unijnych pieniędzy, państwo zaś zamiast posługiwać się rozsądnym kalendarzem, w jednym momencie przypomina sobie, że ma do wydania duże środki. W konsekwencji tracą wszyscy. Dla firm budowalnych nadpodaż ofert to problem, bo nie mają możliwości ich obsłużyć a dodatkową konsekwencją jest wzrost cen u dostawców. Cierpi także strona publiczna, ma środki, których nie może wydać bo nie ma chętnych do realizacji zamówień. Plany inwestycyjne państwa na najbliższe lata, przynajmniej według zapowiedzi, są imponujące. Ale trzeba bardzo uważać aby ich realizacja nie przyniosła więcej szkody niż pożytku. O przetargach trzeba myśleć w sposób systemowy, muszą być one dostosowane nie tylko do potrzeb państwa ale także do potencjału i możliwości sektora, który ma je realizować.