PIENIĄDZE LUBIĄ CISZĘ, NAWET W GORĄCEJ KATALONII

GAZETA POLSKA TYGODNIK – 08.11.2017

Jak, po październikowym referendum, ogłosił rząd Katalonii – zakończyło się ono zwycięstwem zwolenników autonomii tego regionu Hiszpanii. Tymczasem w Barcelonie dalsze demonstracje, interwencje policji, medialny chaos i podzielone społeczeństwo. Minął tylko miesiąc, a rządu Katalonii już oficjalnie nie ma. Premier i ministrowie „schowali” się w Brukseli i jak widać boją się konsekwencji prawnych swoich działań. Parlament Katalonii ogłosił niepodległość a Madryt wdrożył art.155 Konstytucji i zawiesił autonomię regionu. W ostatni weekend października na ulice Barcelony wyszła prawie milionowa demonstracja Katalończyków opowiadających się za pozostaniem w Królestwie Hiszpanii. Ponad 1500 dużych, hiszpańskich i światowych firm mających siedziby w Katalonii ogłosiło, iż przenosi się do innych regionów kraju. Madrycki rząd centralny rozpisał nowe wybory w regionie, na 21.12 br. Czas i w pełni demokratyczne wybory pokażą jaki parlament i rząd będzie wprowadzał Katalonię w 2018 rok. Czy w przypadku secesji, „bogatej”  Katalonii grozi bankructwo? Secesja Katalonii z Hiszpanii nie oznacza wyłącznie zerwania więzi, jakie ten region łączą z Madrytem. Konsekwencje są znacznie głębsze. Katalonia występując z Hiszpanii jednocześnie wystąpiłaby z Unii Europejskiej – twierdzi prof. Robert Grzeszczak z Instytutu Prawa Międzynarodowego UW. Katalończycy – według lokalnego rządu – wybrali niepodległość. Jeśli zdecydują się iść dalej tą drogą, konsekwencje obejmą całą UE. Należałoby przeliczyć wszelkie wpłaty i wypłaty Hiszpanii w budżecie europejskim i przygotować nowy, skorygowany, budżet UE. Osłabiłoby to pozycję Hiszpanii, ale i słaba będzie pozycja negocjacyjna samej Katalonii, gdyby po secesji z Hiszpanii zdecydowała się ubiegać o członkostwo w UE. Te starania mogłyby potrwać lata. Chcąc zostać jej członkiem musiałaby przejść drogę akcesyjną od początku. Procedurę przystąpienia do UE mogłaby zablokować Hiszpania. Obecnie relacje między Madrytem a Barceloną nie są najlepsze, a na pewno pogorszyłyby się, gdyby doszło do secesji i rozliczeń finansowych. Zadłużenie Katalonii wynosi 75,4 mld euro. Zdolność kredytowa Katalonii wg agencji ratingowej Fitch jest na poziomie śmieciowym. Region nie zbankrutował, bo papiery znajdują się w 60 proc. w posiadaniu rządu centralnego w Madrycie. Po ogłoszeniu niepodległości zarówno Hiszpanie, jak i inni właściciele długów mogliby zażądać zwrotu pieniędzy ze względu na zmianę statusu regionu. Madryt na pewno nie zgodziłby się na secesję Barcelony bez podziału długu publicznego. Ten wynosił na koniec 2016 r. 99,75 proc. PKB całego kraju i miał wartość 1,11 bln euro. Jeśli przyjąć założenie, że Katalonia dostanie swoją część długu liczoną wg PKB, to ten może mieć wartość blisko 210 mld euro. A więc prawie dokładnie tyle, ile wynosi PKB Katalonii (18,9 proc. PKB całej Hiszpanii). Jeśli do tego dołożyć w/w 75,4 mld euro zadłużenia regionalnego, to już ok.130% PKB regionu. Katalonia obecnie wydaje się potęgą przemysłową – 210 mld euro PKB, wartość eksportu w 2016 r. wynosiła 65,2 mld euro, co stanowiło ponad 25% całego hiszpańskiego eksportu. Działa tam kilkaset tysięcy firm. Rezultaty są tak dobre, bo Katalonia jest częścią Hiszpanii. Roczny eksport Katalonii do innych części kraju to 39 mld euro, import wynosi 27 mld euro. Te 12 mld euro nadwyżki może zniknąć, kiedy pomiędzy Katalonią a Hiszpanią pojawi się granica celna. Towary katalońskie będą traktowane na takich samych zasadach jak z krajów spoza UE. Nowe państwo nie będzie miało żadnych umów handlowych, a nawiązanie współpracy może się wiązać ze znacznie gorszymi warunkami niż obecnie. To wszystko wskazuje, że katalońska gospodarka po secesji podupadnie. Hiszpański minister finansów-Guindos ostrzegał Katalończyków, że jeśli opuszczą oni Hiszpanię, stracą nawet 30% PKB, a bezrobocie w regionie wzrośnie dwukrotnie. Na dodatek Katalonia nie ma własnej waluty. Politycy UE są przeciwko secesji Katalonii, a to może usztywnić stanowisko EBC i utrudnić nowemu państwu wykorzystywanie euro. Katalonia w niepodległość weszłaby jako potencjalny bankrut, z ryzykiem załamania wartości pieniądza w razie wprowadzenia własnej waluty. Zatem należy powiedzieć, że nawet w gorącej Katalonii pieniądze lubią ciszę i wówczas najlepiej służą ich właścicielom. Najbliższy czas pokaże jak rozgrzana, katalońska atmosfera, w zależności od jej dalszego rozwoju, przełoży się na rynki europejskie.