NIEROZWIĄZANY PROBLEM

GAZETA POLSKA TYGODNIK – 13.09.2017

Tak, mamy nierozwiązany problem na składowiskach odpadów komunalnych. Mamy pożary oraz niebezpieczny biogaz składowiskowy, który wydziela się nawet kilkadziesiąt lat po zamknięciu składowiska. Mamy uwalnianie tego biogazu do atmosfery zamiast jego utylizacji i energetycznego wykorzystania. Mamy społeczności lokalne walczące o prawo do godnego życia w czystym klimacie i środowisku pomimo państwowych gwarancji bezpieczeństwa ekologicznego. Najskuteczniejszym i sprawdzonym w świecie rozwiązaniem tego problemu są instalacje utylizacji energetycznej biogazu składowiskowego OZE, które są ogniwami bezpieczeństwa ekologicznego na składowiskach. Ograniczają one emisję biogazu do atmosfery, chronią lokalne społeczności i środowisko oraz wytwarzają energię elektryczną. Instalacje te są postulowane i oczekiwane przez lokalne społeczności.

Istniejący od 2003 r. ustawowy obowiązek odgazowania składowisk oraz Ustawa o Odnawialnych Źródłach Energii OZE, która weszła w życie w 2005 r. doprowadziły do powstania zaledwie 12 % instalacji biogazu składowiskowego. Za mało i dlaczego kolejne nie powstają ?

Po pierwsze, brakuje skutecznego dofinansowania co stanowi o nierentowności tych instalacji. System pomocy publicznej w postaci zielonego certyfikatu jest niewłaściwy dla utylizacji biogazu składowiskowego i wrzucił do jednego worka wszystkie instalacje OZE. Dla przykładu biogaz potrzebuje pomocy na wysokim poziomie ze względu na duże koszty inwestycyjne. Współspalanie biomasy potrzebowało jedynie wsparcia operacyjnego, a stare i duże elektrownie wodne nie potrzebowały tej pomocy w ogóle. Pomoc dostali wszyscy taką samą. Urawniłowka w czystej postaci.

Po drugie certyfikat zielony, będąc publiczną dotacją podlegał swobodnej grze rynkowej oraz spekulacjom, a jego notowania były głównie pochodną rynku energetyki wiatrowej i współspalania biomasy. Biogaz nie liczył się w ogóle. Przez 12 lat cena certyfikatu wahała się od 310 zł/MWh  do 25 zł/MWh. Taka niestabilność skutecznie odstraszyła inwestorów. Budowa bezpieczeństwa ekologicznego nie może być uzależniona od wolnej gry rynkowej. To tak, jakby uzależnić leczenie pacjenta od wyniku finansowego szpitala, czy też zbrojenia wojska, wiązać z wynikami Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Po trzecie energetyczna utylizacja biogazu składowiskowego jest wspierana tylko w ramach energetyki odnawialnej prowadzonej przez Ministerstwo Energii. Instalacje te nie są w żaden sposób wspierane, jako źródła bezpieczeństwa ekologicznego. Ministerstwo Środowiska nie przejawia w tej materii żadnej aktywności.

Po czwarte, to nie rachunek ekonomiczny pchał spółki komunalne miast i gmin do budowy tych nielicznych instalacji tylko ustawowy obowiązek odgazowania. Spółki jak mogą, to uciekają do najtańszego rozwiązania czyli odgazowania biernego, które pozwala uwalniać szkodliwy biogaz do atmosfery. Niebywałe prawda ? Przez 14 lat spółki wybudowały za ok. 480 mln zł instalacje OZE o mocy zainstalowanej ok. 33 MW osiągając aktualnie moc wytwórczą na poziomie 5 MW. To jest 15 % efektywności. Masakra. To efekt zaniżonej pomocy publicznej, braku kompetencji i współpracy z wyspecjalizowanymi firmami w odgazowaniu. Przedsiębiorcy prywatni osiągnęli lepszy wynik. Moc zainstalowana to ok. 29 MW w kwocie ok. 290 mln zł, a moc wytwórcza na poziomie 15 MW. To jest 51 % efektywności.

Niestabilna i zaniżona pomoc Państwa sprawiła, że energetyczna utylizacja biogazu składowiskowego w 2015 r. wyniosła tylko 6,6 %, a nowe instalacje nie powstają. Pan Andrzej Piotrowski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Energii w czerwcu 2017 r. w Senacie RP, stwierdził:

„ Odnawialne źródła energii są instrumentem, a nie celem, tak naprawdę chodzi o ograniczenia zanieczyszczeń, chodzi o ograniczenie ewentualnych zmian klimatu, a nie o stawianie OZE„

Czekamy na czyny.